Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innowacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innowacje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 września 2014

Bez chleba jak żyć? - część 3

Mam dla Was dwie wiadomości - jedną dobrą drugą złą? Którą chcecie najpierw? Zła jest taka, że dziś już za późno, żeby przygotować śniadanie, na które przepis poniżej. Część ze składników wymaga namaczania przez kilka godzin. Dobrą natomiast jest to, że jutro możecie zaopatrzyć się we wszystko, co potrzebne i jeszcze przed pójściem spać, zamknąć bezpiecznie Wasz słoiczek w lodówce.

Przepis niezwykle prosty w sam raz na codzienny kierat, który nastał wraz z wyrwaniem z kalendarza ostatniej kartki z napisem "SIERPIEŃ 2014". Prostota tu nie oznacza żadnych braków, a wręcz nadmiar tego, co dla zdrowia najlepsze - jest słodkawa, kremowa baza dla tych, którzy lubią mleczne serki, jogurciki i deserki oraz poziom orzeźwiających owoców, których we wrześniu nie brakuje. Nie pozostaje Wam nic innego, jak sprawdzić to na sobie!

Surowy dwuwarstwowy deser do pracy/szkoły 

(1 porcja)
  • 1/4 szklanki wiórków kokosowych 
  • 1/4 szklanki nerkowców
  • 2-3 łyżki surowego miodu lub syropu z agawy
  • woda
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • szczypta cynamonu
  • kilka kropel esencji waniliowej
  • dowolne owoce




Wiórki kokosowe zmiel na mąkę i zalej wodą ponad poziom, nerkowce zalej wodą w drugim naczyniu i odstaw na przynajmniej 3-4 godziny. Po tym czasie nerkowce opłukaj. Umieść w blenderze kielichowym razem z namoczoną mączką kokosową, dolej wody. Tu ostrożnie, ponieważ stopień namoczenia bakalii będzie różny - zaczynamy od 1/4 szklanki. Włącz maszynę, dodaj sok z cytryny, miód/agawę, esencję waniliową, cynamon i blenduj do uzyskania jak najbardziej gładkiego kremu. Sprawdź konsystencję, jeśli potrzebujesz, by krem był rzadszy - dolej wody i miksuj jeszcze chwilę. 
Masę umieść w słoiku, na niej układaj dowolne owoce, zamknij szczelnie i schowaj w lodówce, na drugi dzień zabierz ze sobą do pracy, tak szybko i bez namysłu, jak robisz poranne zakupy. 
Smacznego!
Agniecha


niedziela, 31 sierpnia 2014

Hummus z bobu i pamięć smaków

Hummus to potrawa, która istnieje w "świadomości" mojego żołądka od dobrych kilku lat. Na blogu pojawił się między innymi przepis na raw hummus. Nie mniej jednak, moja miłość do tej potrawy rozkwitła dopiero po czerwcowej wizycie w londyńskiej libańskiej restauracji niedaleko Marble Arch. Tak wyglądał wtedy nasz stół:



Ale zdaje mi się, że nie o libańską kulinarną klasykę tu idzie. Klimat, w którym jemy, gdzie i z kim spożywamy posiłki, odciska się na naszych "mentalnych żołądkach", bardziej niż jakiekolwiek inne doświadczenia. Tak przynajmniej jest w moim przypadku - pamięć zapachowa jest tą przodującą. Dobre wspomnienia powracają potem jak refren - nagle wpadnie mi do głowy użyta gdzieś przyprawa, innym razem struktura, jeszcze kiedy indziej składnik.

Tak właśnie, od czerwca chodzę z platońską ideą Hummus w głowie. I eksperymentuję - najpierw w świadomości, potem w kuchni. Z połączenia wspomnień i eksperymentów powstała potrawa, na która przepis poniżej. Improwizacji z hummusem w tle na pewno pojawi się jeszcze trochę (kolejna wersja już w mojej lodówce - macie pomysł, co to będzie?), ale dziś idźcie na targ, bo to już ostatnia szansa na zakup świeżego bobu!

Hummus z bobu


  • 400 g bobu
  • 1/3 szklanki tahini
  • 1 biały grejpfrut
  • 1-2 ząbki czosnku
  • ok.10 dużych listków mięty
  • odrobina chili lub szczypta achar masali
  • czarny pieprz 
  • sól do smaku
  • opcjonalnie woda
  • oliwa z oliwek do podania



Bób gotujemy do miękkości (ja gotuję bez soli). Wrzucamy do robota (ja nie obieram z łupinek, ale jeśli chcesz uzyskać bardziej delikatną strukturę hummusu - zrób to; wtedy późniejsze dolewanie wody będzie raczej niepotrzebne). Dodaj tahini, grejpfruta dokładnie obranego z białych skórek, poszatkowane listki mięty oraz rozdrobniony czosnek. Zblenduj wszystko na jak najgładszą masę. Jeśli struktura wydaje się za gęsta - dodaj wodę czystą lub zebraną z gotowania bobu. Dodaj achar masalę (lub chilli) przypraw solą i pieprzem do smaku - wymieszaj. Odstaw do lodówki na klika godzin, by smaki się przegryzły. Podawaj w misce polane obficie oliwą z oliwek.

Smacznego!
Agniecha

sobota, 16 sierpnia 2014

Raw lasagne, czyli wszystkie smaki lata

Wakacje =  wolny czas. Jak się okazało, nie dla mnie, dlatego przepis obiecany na FB jakiś miesiąc temu wrzucam dziś. Na szczęście wszystkie składniki nadal blisko pod ręką, wciąż w sezonowej obfitości.
Czuć, że jesień zbliża się wielkimi krokami, w kuchni i spiżarni to najbardziej bogaty okres. Pożegnaliśmy już truskawki, porzeczki, agrest, sałatę masłową, rzodkiewkę, następne w kolejce czekają bób, ogórki i jagody. Witamy natomiast dumne pomidory, papryki, cukinie i nieśmiałe dynie.  To co może czas na witariańskie leczo? Potrawę zamykającą dla mnie okres kanikuły. Dziś jednak życzę smacznego z witariańską lasagne!



Surowa lasagna

Porcja dla dwóch osób

Układamy od razu warstwowo na talerzach

1 warstwa
  • plastry cukinii - na całość potrawy potrzebne będzie około pół niedużej cukinii
Kroimy je w krążki lub płaty o grubości ok 2 mm, następnie docinamy brzegi, tak, by plastry tworzyły spójną strukturę i cała potrawa miała regularne kształty. Jeden poziom cukinii złożyłam z dwóch płatów.

2 warstwa

Raw sos a'la serowy
  • 1/2 szklanki namoczonych migdałów
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 3 łyżeczki płatków drożdżowych
  • woda
  • szczypta białego pieprzu
  • szczypta wędzonej ostrej papryki
  • sól do smaku
Wszystkie składniki  miksujemy razem w robocie na gładko, stopniowo dolewając wody. Najpierw kilka łyżek, aż do uzyskania konsystencji np. budyniu. 

3 warstwa
  •  pomidory pokrojone w plastry grubości około pół centymetra
4 warstwa

  • raw sosu a'la serowego (patrz przepis z warstwy 2)
5 warstwa
  •  plastry cukinii
6 warstwa zielona
  • 1 szklanka jarmużu
  • 1 awokado Has
  • kawałek papryczki chilli
  • pół szklanki namoczonych migdałów
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 1 ząbek czosnku
  • szczypta kuminu
  • czarny pieprz
  • słodka papryka
  • świeże zioła, u mnie: tymianek, oregano, majeranek, bazylia
Jarmuż siekamy bardzo drobno. Awokado rozgniatamy widelcem.  Migdały siekamy na cząstki.Świeże przyprawy szatkujemy lub rwiemy na cząstki. Wszystkie składniki umieszczamy w miseczce i mieszamy dokładnie. Gotową zieloną masę układamy na cukinii.

7 warstwa
  • plastry cukinii
8 garnirowanie
  • sos a'la serowy
  • następnie plastry pomidora,
  • na koniec liście świeżej bazylii

Smacznego!
 Agniecha



niedziela, 20 kwietnia 2014

Bez chleba jak żyć? - cz. 1

Święta trwają. Współcześnie to przede wszystkim czas, w którym szczególnie mocno uwydatniają się tradycje kulinarne narodów. Jaka się okazuje, w Polsce to przede wszystkim kilogramy różnorodnego mięsiwa. Gdzie się nie ruszyć tam mowa o świątecznym ucztowaniu - blogerzy szaleją z przepisami, w marketowych gazetkach promocje głównie mięsa i gotowych ciast. "Zastaw się, a postaw się". Hipokryzją w tym wszystkim jest to, że o tradycyjnym poście poprzedzającym Wielkanoc jakoś nikt nie wspomina. I na tym zakończę moją wypowiedź na temat tradycji, bo kłócić bym musiała się z tym, co się powinno, co trzeba, a co nie należy...

Przywołałam kwestię tradycji, ponieważ mam wrażenie, że częścią tradycyjnej polskiej codzienności jest CHLEB*. Chleb, o którym ja chcę zapominać każdego dnia. Chleb, bezwartościowy banał. Chleb, który zakleja moje jelita, uniemożliwiając czerpanie tego, co dobre z innych składników mojego jadłospisu. Musze przyznać, że zapominanie to z powodzeniem mi wychodzi. Jeśli napiszę, że może raz-dwa razy w miesiącu bułka lub chleb zagości, na którymś z moich posiłków, to nie skłamię. Dzisiejszy post dedykuję tym, którzy życia bez pieczywa sobie nie wyobrażają. Jest on pierwszym z cyklu kilku, w których zamieszczę w formie "reporterskiej" mój codzienny "jadłospis bez pieczywa". Będzie dużo przepisów i mało ładnych zdjęć. Zatem miłej lektury i miłego zapomnienia.


*Mam na myśli chleb z przeciętnej piekarni, supermarketu, wypiekany z niewyszukanej mąki, z dodatkiem drożdży. Absolutnie pomijam tym samym wychuchane chleby mistrzów piekarnictwa, pieczone według babcinych receptur, z najlepszych jakości mąk i naturalnego zakwasu.


Chlebek bezglutenowy z kaszy jaglanej

  • 1 szklanka ugotowanej, wystudzonej kaszy jaglanej
  • 3 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 3 łyżki tapioki
  • 3 łyżki siemienia lanianego
  • 2 łyżki dżemu truskawkowego
  • 50 ml oleju z pestek winogron
  • sól, czarnuszka, chili, odrobina kminku, kurkuma
  • pestki według uznania: słnecznika, siemienia, dyni, sezamu

Kaszę jaglaną mielimy razem z mąką z ciecierzycy, mączką zrobioną z siemienia i tapioki oraz dżemem i oliwą na gęstą, gładką, ale nie suchą masę. Wsypujemy przyprawy z listy składników lub inne ulubione oraz pestki, mieszamy. Formę wykładamy papierem do pieczenia i wykładamy na niego ciasto na wysokość 5-10 mm. Pieczemy przez 30-35 min w temperaturze 180. Im dłużej w piekarniku tym bardziej chrupiący. Wystudzony kroimy na kromki. Przechowujemy w lodówce ok. 5 dni.


Tu podane z masełkiem z awokado, własnej produkcji tofu, pomidorem i bazylią z parapetu sypialni.


Pieczywo a'la WASA

  • 120 g mąki razowej
  • 120 g płatków owsianych
  • 100 g słonecznika
  • 50 g sezamu
  • 50 g siemienia lnianego
  • 2 łyżki oleju ryżowego
  • 500 ml wody
  • sól + ulubione przyprawy
Wszystkie składniki dokładnie mieszamy. Odstawiamy na 10 minut, w międzyczasie rozgrzewamy piekarnik na 180 stopni. Blaszkę z piekarnika wykładamy papierem i rozkładamy na nim ciasto o grubości 5-10 mm. Będzie przyklejać się do łyżki, dlatego od czasu do czasu zamocz ją w zimnej wodzie i wierzchem łyżki wygładzaj ciasto. Pieczemy 10 min, po czym wyjmujemy i kroimy na kromki. Następnie pieczemy jeszcze 30-40 min. Chrupkość zależeć będzie od grubości ciasta, temepreatury, długości pieczenia i Twojego smaku. Przechowujemy w lodówce ok. 5 dni.



Smacznego!
Agniecha

czwartek, 20 lutego 2014

Mistrzowski surowy hummus

Witajcie!
W obowiązku poczułam się powitać, po tej jakże długiej przerwie. Przepisy się piętrzą, smaki zachwycają, a nie ma czasu na robienie zdjęć i redagowanie przepisów...

Nie przedłużając, przechodzę do konkretów. Dziś przepis na raw hummus. Na moich warsztatach z surowej kuchni często pytacie: " co tak naprawdę można jeść na surowo?" i trudno Wam uwierzyć, że należy do nich jakieś 99% wegańskich składników. Dużo wątpliwości wzbudzają warzywa strączkowe. Większość ludzi, przez zaburzenia flory bakteryjnej jelit, ma problem ze strawieniem ugotowanych strączków, nie mówiąc już o przyjmowaniu surowych gości. Znam ludzi, którzy "kontrowersyjne" strączki i zboża spożywają na surowo. Po mojej wyprawie na Wyspy, gdzie spotkamy ogrom raw produktów, oszołomiona możliwościami, chciałam również Was zachęcić do tego, by nie ograniczać się i choć sprawdzić, jak surowe warzywa strączkowe będą tolerowane przez Wasze organizmy. Powiem od siebie: wolę surowy hummus od tradycyjnej jego wersji. Dlatego poniżej instrukcja wykonania:

Raw hummus

  • 1 szklanka suchej ciecierzycy
  • 1/3 szklanki surowego tahini
  • 1/4 szklanki wody z moczenia ciecierzycy
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek
  • sól
  • czarny pieprz
Ciecierzycę moczymy minimum przez 24 godziny, mniej więcej co 4 zmieniając wodę - płucząc dokładnie i zalewając tak, żeby strączki były całkowicie przykryte.
Przed przystąpieniem do przygotowania hummusu, odlewamy wodę z ostatniego moczenia, dokładnie myjemy cieciorkę, umieszczamy w mikserze wraz z tahini, wodą z moczenia, sokiem z cytryny, oliwą. Miksujemy do uzyskania gładkiej masy - będzie to trwało ok. 15 min, więc pozwalajcie odpoczywać maszynie. Gęstość naszej masy zależy od wielu czynników, więc uważajcie z proporcjami płynnych składników - lepiej na początek dodać dać połowę proporcji wody, soku, tahini i oliwy z podanej przeze mnie listy składników. Miejcie też na uwadze, że hummus podczas przechowywania zgęstnieje, więc w fazie przygotowania powinien być luźniejszy niż pożądana wersja "do podania".  Na koniec dodajcie przeciśnięty przez praskę czosnek oraz sól i pieprz, wymieszajcie. Smakuje najlepiej z surowymi dodatkami. 

Smacznego!
Agniecha





wtorek, 10 grudnia 2013

Raw foodowe pierniki

Wbrew temu, co myśli wielu i jakiego argumentu często używa w dyskusjach na temat diet - uważam, że zima jest równie dobrym czasem, aby odżywiać się pokarmem raw (żywym, surowym, naturalnym). W mojej diecie jest obecnie ok. 70% takich produktów (nie wliczam czekolady ;)) i czuję, że mam więcej energii niż w poprzednich latach i wcale nie marznę bardziej niż zwykle. Ważne w tej kwestii jest dla mnie przede wszystkim lekkie jedzenie, ruch fizyczny i ciepłe ubranie. Szczerze przyznam, że nawet nie czuję, że przyszła zima, wciąż jeszcze jeżdżę na rowerze, a wieczorami nie zaszywam się w domu. 


Poszukuję cały czas inspiracji do przyrządzania posiłków według idealnego stylu odżywiania, jakimi są dla mnie zasady raw food. Dlatego dziś przepis na deser, który w polską kulturę wpisany jest bardzo znacząco - świąteczne pierniki. Nie będziecie zatem musieli odmawiać sobie spożycia tej jednej z wigilijnych potraw, a dodatkowo może wspólny, rodzinny stół okaże się pretekstem do zmiany diety przez Waszych najbliższych. 
Poniżej przepis na bezglutenowe, bezmączne, pozbawione białego cukru, bez pieczenia pełne energii i ciepła z przypraw, rawfoodowe świąteczne pierniczki.  


świąteczne pierniki raw food


  • 1 szklanka migdałów (płatki lub całe)
  • ½ szklanki wiórków kokosowych
  • 1 szklanka orzechów laskowych lub włoskich
  • 3/4 szkl sieminenia lnianego
  • cytryna
  • 100 g daktyli
  • ok. 150 ml naturalnego miodu
  • cynamon, gałka, kardamon, goździki, imbir (ok. 1,5-2 łyżeczek każdej przyprawy)

Migdały, wiórki kokosowe, orzechy, siemię lniane, daktyle – zmieliłam kolejno w młynku na mączkę. Połączyłam z przyprawami, wymieszałam, dodałam zmiksowane na pulpę daktyle (wcześniej namoczone w wodzie), sok z cytryny oraz miód. Wyrabiałam wszystko jak kruche ciasto, aż do powstania odstającej od ręki kulki. Trzymałam w lodówce przez kwadrans. Potem podzieliłam na części i rozwałkowałam na ok. 5 mm grubości płaszczyzny. Wycinałam pierniczki. Można suszyć w dehydratorze lub pozostawiać rozłożone na blacie przykryte papierem najlepiej przez całą noc.

Smacznego!
Agniecha

raw food gingerbreads



pierniczki bez mąki


PS. Ten i inne zimowe przepisy pojawią się na moich krótkich warsztatach w poniedziałek 16. grudnia w ramach wrocławskiego Slot Klubu, ul. Ruska 46a/17Wstęp wolny. Więcej informacji kliknij tuZapraszam serdecznie!

piątek, 2 sierpnia 2013

Orzechowo-porzeczkowa raw tarta

Powoli, po szaleństwie, które ogarnęło mnie na Slot Art Festival, wracam do rzeczywistości. Odpoczywam od gotowania w imię hasła "prosto i smacznie". Chcę na trochę wyemigrować z kuchni, po to by zastanowić się, po co do niej trafiłam. A zatem z raw food jest mi jak najbardziej po drodze - szybko, prawdziwie, lekko.
Dziś przed Wami przepis na letnią tartę, a w następnym poście postaram się przybliżyć aurę slotowych warsztatów. Dla tych którzy się na nich znaleźli - jeszcze raz wielkie dzięki - podarowaliście mi ogromny skarb uśmiechu i sensu. <3

Tarta orzechowo-porzeczkowa

spód:
- 1 szkl. orzechów laskowych
- 1/2 szkl. wiórków kokosowych
- 1/4 szkl. siemienia lnianego
- 100 g daktyli

masa czekoladowa:
- 400 g nerkowców
- 1/2 szkl. mleka z orzechów laskowych
- 2 łyżeczki esencji waniliowej
- 5 łyżek karobu
- 3 łyżki oleju kokosowego
- 4 łyżki soku z cytryny
- syrop z agawy według uznania

Wszystkie suche składniki spodu mielimy na gładką mąkę, do robota dorzucamy daktyle i mielimy z pozostałymi. Ciasto powinno mieć strukturę ciasta kruchego. Jeśli się rozsypuje, dodajemy wody. Wykładamy w formie ok. 5 mm spód. 

Nerkowce moczymy przez noc, następnie odlewamy wodę, płuczemy i wkładamy do robota. Miksujemy z mlekiem na gładką masę. Dodajemy esencję, karob, olej kokosowy, sok z cytryny, syrop z agawy. Dobrze wymieszaną masę wykładamy na spód. Wierzch dekorujemy porzeczki.

Smacznego! 
Agniecha



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Ciasto według 5 przemian...

... jeśli można w ogóle przyjąć, że istnieje coś takiego, jak pieczenie według 5 przemian, to poniżej znajduje się przepis na czekoladowe ciasto właśnie według zasad tej kuchni. Uwielbiam słodycze z wielowymiarowym smakiem - kwaśna cytryna, gorzkie kakao, słodki miód, ostre chilli, sól dla podkreślenia całej kompozycji. Polecam!

Czekoladowe ciasto na bazie cukinii

1 szkl mąki orkiszowej
1 szkl siemienia lnianego
1,5 szkl cukinii
0,5 łyżeczki cynamonu
szczypta gałki muszkatołowej
0,5 łyżeczki chilli
4 łyżki surowego kakao
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka
0,5 szkl cukru muskowado
2 łyżki amaretto
0,5 łyżeczki soli himalajskiej

[słodki] Jajka ucieramy mikserem z cukrem, dodajemy startą na tartce cukinię (jak najdokładniej odciskamy; można wcześniej umieścić ją na sitku lub skropić cytryną - to pomoże pozbyć się wody, która jest wrogiem pulchnego ciasta). W młynku mielimy opłukane wcześniej ziarna siemienia lnianego, po czym dodajemy je do masy. Mieszamy (może być mikserem).
[ostry] Gałkę, cynamon, chilli najpierw mieszamy razem w osobnym naczyniu, następnie dodajemy do powstałej wcześniej masy. Wlewamy 2 łyżki amretto. Mieszamy.
[słony] Dodajemy sól połączoną z proszkiem do pieczenia. Mieszamy
[kwaśny] Dodajemy mąkę. Mieszamy.
[gorzki] Dodajemy 4 łyżki surowego kakao. Mieszamy.
[słodki] Dodajemy 2 łyżki miodu. Mieszamy.

Pieczemy przez 40-45 min w piekarniku rozgrzanym na 180 stopni. Podajemy z lukrem z miodu i wiórkami ze startej skórki cytryny.

Smacznego!
Agniecha


Jemy późną nocą, popijając kakao ze spienionym mlekiem. 

sobota, 12 stycznia 2013

Chlebek bananowy light

Obiecana kolejna część sagi o pieczeniu...
W sumie nie wiedziałam, czego się spodziewać z połączenia dwóch słów - "chlebek" i "bananowy", a wyszło bardzo smakowicie. Uwielbiam banany w każdej postaci, więc pewnie nie bez przyczyny wypiek ma dla mnie aż tyle plusów. Doskonale brązowa skórka, cudowna wilgotność wnętrza, odpowiednia słodycz (ta pojawi się dopiero, kiedy z dodatku cukru zrezygnuję zupełnie), 0 tłuszczu. Zapraszam do pieczenia.

Chlebek bananowy

- 1 szkl. mąki pszennej
- 3 banany
- 1 jajko
- 1/3 szkl. cukru trzcinowego
- 1 łyżeczki esencji waniliowej
- 1/2 szkl. maku
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Jajko z cukrem ubijamy mikserem przez ok. 5 min.* Banany rozgniatamy nożem i dodajemy do ubitego jajka. Następnie dolewamy esencję waniliową oraz stopniowo, wcześniej przesianą i połączoną z proszkiem do pieczenia, mąkę, na samym końcu mak. Równomiernie rozmieszaną masę wlewamy do formy. Pieczemy przez godzinę w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni.

Wcinałam przez trzy dni z ricottą, dżemem wiśniowym babci lub w towarzystwie kawy.

* Następnym razem nie dam cukru wcale, a jajko ubiję z 2 łyżkami miodu.

Smacznego! 
Agniecha



piątek, 11 stycznia 2013

Muffiny bez cukru i (prawie) bez mąki

Kiedyś nie spodziewałabym się, że będę w stanie zapanować nad królestwem  mąki, proszku do pieczenia i małej podgrzewanej przestrzeni zwanej piekarnikiem. Ostatni chorowity weekend spędziłam w łóżku i w cieplej kuchni. Piekłam! Bez stresu i oczekiwań, spokojnie rozważyłam wszystkie składniki za i przeciw w mojej (jak prawie zawsze) improwizowanej kulinarnej historii. Wyszło coś, czym mogę z czystym sumieniem się pochwalić. Poniżej przytaczam przebieg zdarzeń.
A w kolejnym rozdziale opowieść, która nosi tytuł "Najbliższe weekendy spędzam w domu" między innymi moja interpretacja bananowego chlebka.

Muffiny dyniowe bez cukru i (prawie) bez mąki

(porcja ok. 15 muffinów)

- 3/4 szkl. siemienia
- 3/4 szkl. migdałów
- 1/2 szkl. mąki orkiszowej razowej*
- 1 i 1/2 szklanki startej dyni (użyłam hokaido)
- 2 jajka
- 5 łyżek miodu
- 2 łyżki soku z cytryny
- 1 łyżka esencji waniliowej
- 5 łyżek oliwy z pestek winogron
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli

cynamon
goździki
gałka muszkatołowa

Siemię i migdały (w podobnych przypadkach wybieram płatki - są łatwiejsze w obróbce) mielimy na mąkę w blenderze. Następnie mieszamy ją z mąką orkiszową, proszkiem do pieczenia i przyprawami.
Jajka z miodem i szczyptą soli ubijamy mikserem. Po około 5 minutach dodajemy dynię, wanilię, sok z cytryny oraz oliwę - cały czas możemy łączyć składniki za pomocą miksera - potem stopniowo suche składniki, które mieszaliśmy wcześniej.
Powstałą masę umieszczamy w foremkach i pieczemy w piekarniku rozgrzanym na 180 stopni przez 30 min.

Do dekoracji muffinek zamiast cukrowego lukru i innych kolorowych, sztucznych pierdółek, użyłam po prostu lipowego miodu i pestek dyni

*Jak się okazuje, można z niej zrezygnować zupełnie, muffiny rosną piękne i pulchne. Proponuję poeksperymentować i ewentualnymi rezultatami się podzielić. Ja zrobię to na pewno!

Smacznego!
Agniecha



niedziela, 2 grudnia 2012

Raw food - ciasto numer 1

To jest miłość od pierwszego kęsa. Nieskromna jestem strasznie, ale rawfoodowe słodkości w moim wykonaniu smakują mi coraz bardziej. A do tego żadnych wyrzutów sumienia. Doceniam swoją pracę i kroję powoli małe kawałeczki, dokładnie przeżuwam delektując się wielowymiarowością smaków, pozbawionych uczucia nadmiernej, zabijającej słodkości.

Poniżej przepis na surowe tarteletki. Nie wyglądają one może na zdjęciach zbytnio zachęcająco, bo wykonałam je w nieodpowiednich formach, które uniemożliwiły mi wyjęcie ciastek - wypełnienie zbyt ciężkie, forma zbyt głęboka. Ale istnieje wspaniałe rozwiązanie, jakimi są brytfanki na tarty i tarteletki z wyjmowanym spodem - nabyłam jedną w ostatnim tygodniu i sprawiło mi to zupełnie dziecięcą radość. Już widzę kolejne surowe i słodkie twory (i zdjęcia na lepszym pozimie ;)- doskonałe uczucie, prawie jak samo jedzenie!

Surowe tarteletki z bananowym kremem

spód:
1/2 szklanki migdałów
1/2 szklanki wiórków kokosowych
1/2 szklanki siemienia lnianego
6-8 daktyli
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka esencji waniliowej
1 łyżeczka miodu

W blenderze umieszczamy i blendujemy kolejno: migdały, wiórki kokosowe, siemię lniane, opłukane we wrzątku daktyle. Zblendowaną masę łączymy w miseczce z sokiem z cytryny, esencją waniliową i miodem. Mieszamy i możemy wykładać foremki na spodzie i brzegach.

krem:
1 duże awokado
2 dojrzałe banany

1 kaki

Awokado i banany blendujemy na gładką masę. Układamy w na spodach tarteletek. Ja dwie warstwy kremu oddzieliłam cieniutkimi plasterkami kaki i ułożyłam je również, jak widać, na wierzchu.
Odstawiamy do lodówki na przynajmniej 2 godziny, aż smaki się przegryzą, a ciasto schłodzi.

Smacznego!
Agniecha







sobota, 24 listopada 2012

Pasztet wegański

Ostatnio upiekłam pierwszy w życiu pasztet! Była to dla mnie znów przełomowy moment w kuchni, bo wydawało mi się, że babcia nad swoim drobiowym odprawia jakieś nieznane mi czary-mary. A tu się okazuje, że rzecz zupełnie prosta. W skrócie dwie czynności - mieszasz i pieczesz.
Zdecydowałam się na czerwoną soczewicę, ponieważ nie chciałam gotować strączków wcześniej, do tego zestaw warzyw, które tworzą pełny smak pasztetu.

Soczewicowo-jaglany pasztet wegański 

(duża porcja)

250 g czerwonej soczewicy
150 g kaszy jaglanej
2 małe marchewki
2 małe pietruszki
1 mały seler
2 średnie cebule
1 pęczek natki pietruszki
5 ząbków czosnku
1 szklanka wody filtrowanej

5 łyżek oliwy z oliwek
jarzynka
kurkuma
chilli
pieprz czarny
słodka papryka
majeranek
kminek
tymianek
sól himalajaska

Wypłukaną soczewicę i kaszę jaglaną, ząbki czosnku wrzucamy do robota i rozdrabniamy z wodą - masa nie powinna być gładka, a raczej mieć grudkowatą fakturę. W tym czasie obrane marchewki, pietruszki i selera posypujemy jarzynką i gotujemy na półmiękko na parze. Korzystając z wolnej chwili kroimy na dowolne cząstki cebulę i podsmażamy na złoty kolor na oliwie z oliwek. Potem siekamy drobno natkę pietruszki. Kiedy warzywa dojdą, wraz z cebulą również je blendujemy, ale na gładki krem. 
Soczewicę z kaszą oraz zblendowane warzywa umieszczamy w misce i dodajemy do nich przyprawy (według uznania) oraz natkę pietruszki - łączymy składniki. Następnie smarujemy formę do pieczenia oliwą z oliwek, wysypujemy brzegi ziarnami sezamu, umieszczamy w nim masę pasztetową (brzmi niesmacznie...). Wierzch posypujemy ziarnami sezamu. Pieczemy przez godzinę w piekarniku o temperaturze 180 stopni.

Smacznego!
Agniecha




niedziela, 7 października 2012

Ciasto bez mąki i proszku do pieczenia

Przepis na to ciasto znalazłam w książce do Temomixa. Postanowiłam zaadaptować go do moich kuchennych warunków, w których brak tego urządzenia. To dla mnie nie lada gratka, bo składniki pysznie wyglądającego w książce ciasta, były wyłącznie naturalne - migdały, cukier, cytryna, jajka.
Postanowiłam jeszcze trochę pozmieniać to, co tam znalazłam. Okazało się też, że nie jest to koniec drogi do udoskonaleń.
Termomiks zdecydowanie lepiej poradzi sobie ze zmieleniem migdałów - mój ręczny blender zbijał je w lepką masę, co z pewnością odebrało puszystości babeczkom. Na pewno lepszy będzie blender stojący (który kiedyś będę mieć ;), można też po prostu użyć mączki migdałowej; postanowiłam również zamiast zwykłego białego cukru dać cukier trzcinowy i jedyną "grzeszną" rzecz w tym zestawieniu - białą czekoladę - która jest wspomnieniem pewnego idealnego smaku ciasta - babki cytrynowej z białą czekoladą. Następnym razem dodam jeszcze raz tyle skórki cytryny, aby smak słodki i kwaśny jeszcze lepiej ze sobą kontrastowały.
Mimo wszystko było pysznie, dlatego przepis zamieszczam i namawiam do pieczenia oraz eksperymentowania!

Ciasto migdałowe

200 g migdałów
3 łyżki cukru trzcinowego
skórka z 1 cytryny
3 jajka
1 tabliczka białej czekolady

Migdały blendujemy aż do uzyskania mączki migdałowej; jeśli pozostaną większe cząstki, migdały będą smacznie chrupać w cieście. Jajka z trzema łyżkami cukru ubijamy mikserem ok 5 min. Białą czekoladę rozgniatamy (według dowolnego sposobu). Zcieramy skórkę z cytryny
Delikatnie łączymy mączkę migdałową z pianą z jajek, dokładamy skórkę z cytryny oraz pokruszoną czekoladę. 
Masę ułożoną w foremkach wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy przez 25-35 min. 

Smacznego!
Agniecha



wtorek, 25 września 2012

Smażone kwiaty cukinii

Choć o kwiatach cukinii usłyszałam wraz rozpoczęciem tegorocznego sezonu na te warzywa, dopiero wczoraj postanowiłam wypróbować ich smak. Już coraz mniej dziwi mnie egzotyka kulinarna, która rośnie w naszym klimacie, a którą dopiero teraz wprowadzamy lub do której wracamy w naszych potrawach. Zachwycają mnie głosy, takie jak ten lub ten.

Kwiaty cukinii nie dostępne na targu warzywnym, na którym zwykle się zaopatruję. Doskonale delikatne i żywe trafiły do mojej kuchni z ogrodu mamy. Czyli przebyły trasę ponad 200 km. Niestety z zerwanej partii, drogę przetrwała połowa. Ale przynajmniej już wiem, że warto tę rośliną subtelność pielęgnować i dużo wcześniej rozpocząć sezon przyszłoroczny.
A oto mój pierwszy, nieśmiały z nimi kontakt, stąd i przepis bardzo prosty.

Smażone kwiaty cukinii

5-6 kwiatów cukinii
1 jajko
2 łyżki ziaren sezamu
sól himalajska
czarny pieprz
olej ryżowy
natka pietruszki 
sos sojowy

Kwiaty cukinii delikatnie opłukujemy. Roztrzepujemy jajko, łączymy z sezamem, solą i pieprzem. Maczamy w nim kwiaty, po czym układamy na rozgrzanym oleju. Smażymy z każdej strony. Zdejmujemy z patelni, układamy na talerzu i posypujemy posiekaną natką pietruszki oraz skrapiamy sosem sojowym.

Smacznego!
Agniecha





sobota, 25 sierpnia 2012

Zielone koktajle, czyli słów kilka o zielonej krwi

Dziś post informacyjno-praktyczny o pewnym witariańskim przysmaku. Z pewnością część z Was słyszała lub smakowała już zielonych szejków. Chciałam zebrać w tym wpisie wszystkie wiadomości o tym dlaczego warto włączyć je do swojej diety, jak wpływają na nasz organizm oraz jak je przyrządzać. W większości informacje zawarte poniżej pochodzą z książki "Rewolucja zielonych koktajli" Victorii Boutenko, która z większością swojej rodziny stosuje dietę witariańską. Zielone szejki są wypadkową jej spontanicznych praktyk podczas stosowania surowej diety, które we wspomnianej książce zostały omówione w sposób naukowy.

Zacznijmy zatem od tego, czy wszystkie zielone rośliny mogą być używane do przyrządzenia kotktajlu - "Moja definicja >>zieleniny<< - pisze Boutenko - to płaskie liście roślin, przymocowane do łodygi, które można owinąć wokół palaca, z kilkoma wyjątkami, m. in. miękolczy koszenilodajnej i selera naciowego", dalej zaznacza też, że nie są to również niedojrzałe owoce.
Tutaj lista zieleniny, który przedstawia w "Rewolucji...":

ROŚLINY UPRAWNE
amarant
burak liściowy - botwinka
cykoria endywia
cykoria sałatowa radicchio
endywia
jarmuż
kapusta chińska bok choy
kapusta pastewna
krwiściąg mniejszy
liście bambusa
liście dyni
liście goji (kolcowój pospolity)
liście miękolczy koszenilodajnej (nopal cactus)
liście ogórka
liście winogron
łoboda
mizuna
młode źdźbła pszenicy
nać buraka
nać marchwi
nać pietruszki
nać rzodkiewki
roszpunka warzywna
rukola
sałata (wszystkie odmiany, czerwone i zielone)
sałata frisee
sałata rzymska
seler
szpinak
zielona sałata
zielone części gorczycy

DZIKIE ROŚLINY JADALNE I WODOROSTY
babka
dzika gorczyca
dzika rzodkiew
dziki fiołek
gwiazdnica komosa biała
koniczyna
liście i kwiaty róży
lubczyk
margerytka (kwiaty i liście)
mlecz (liście i kwiaty)
pokrzywa
portulaka pospolita
poziomka
rdest
rzeżucha
szczaw
szczaw kędzierzawy
szpinak kubański
ślaz

ZIOŁA
bazylia
bergamotka (mięta pieprzowa)
kolendra
koperek
koper włoski
liście mięty
melisa
mięta
mięta ogrodowa
pachnotka zwyczajna (shiso)
pietruszka naciowa (wszystkie odmiany)
stevia

KIEŁKI - stosujemy nie więcej niż garść i nie częściej niż raz-dwa razy w tygodniu. Kiełki między 3-6 dniem zawierają bardzo dużą ilość alkaloidów.
brokuł
kiełki gryki
koniczyna
kozieradka
lucerna
rzodkiewka
słonecznik

ZIOŁA LECZNICZE - również zawierają sporą dawkę alkaloidów, w razie skutków ubocznych lepiej z nich zrezygnować i zwykle używac jako dodatek.
Funkia (Hosta)
iglica pospolita
jasnota
klon palmowy - młode liście
koniczyna
kwiaty i liście malwy
kwiaty i liście nagietka
kwiaty i liście żywokostu
Lapsana communis (łoczyga pospolita)
Lavatera (ślazówka, malwa krzewiasta) - kwiaty i liście
liść aloesu
liście figi
liście karczocha hiszpańskiego
liście i kwiaty ogórecznika
marchewnik anyżowy
miłorząb
młode igły daglezji
ostropest
przytulia
salsefia
skrzyp
szczawik bulwiasty
trybula

O co chodzi z tym zielonym?
Rośliny zawdzięczają swój zielony kolor chlorofilowi, który przekształca energię słoneczną w ATP, czyli energię potrzebną do życia wszystkim organizmom żywym. Dodatkowo różni się on tylko jedną cząsteczką od hemoglobiny i jest podstawą procesu powstawania wszystkich węglowodanów. Zielone liście zawierają wszytskie istotne minerały, niezbędne witaminy, a nawet konieczne aminokwasy. Jedynie nie posiadają witaminy B12.
Jaki wpływ ma na nas chlorofil?
Można powiedzieć zbawienne - oczyszcza, pomaga w utrzymaniu prawidłowej flory bakteryjnej jelit, działa bakteriobójczo i wzmacnia układ immunologiczny, przyspiesza gojenie się ran oraz leczy stany zapalne, unieszkodliwia większość substancji rakotwórczych, bierze udział w syntezie witamin A, E i K. Zawiera kwas foliowy, który jak wiemy jest cudownym antydepresantem; duże ilości witaminy C pozwalają zachować nam piękny wygląd skóry, zębów; jednym słowem dzięki zieleninie możemy cieszyć się pięknym ciałem, dobrym samopoczuciem oraz pełnią wigoru.

Najwięcej substancji odżywczych znajduje się w liściach tuż przed okresem kwitnienia, potem wszystkie koncentrują się w nasionach, ale liście żółkną i opadają.

Zasady przyrządzania zielonych koktajli:
1. Nasze napoje powinny składać się z 60% zieleniny i 40% owoców. Jeśli nie chcesz/nie możesz jeść owoców, używaj nieskrobiowych warzyw: pomidory, ogórki, słodka papryka, awokado, seler naciowy lub owoce o niskim indeksie glikemicznym - jagodowe, jabłka, wiśnie, śliwki, grejpfruty.
Na początku nie warto zaczynać od zieleniny, która ma charakterystyczny lub intensywny smak. Z czasem sami będziemy szukać nowych, ciekawszych doznań, a nawet zwiększać proporcję na korzyść zieleniny.
Niezwykle dobre w są różnego rodzaju chwasty. Dziko rosnące rośliny, mimo ciągłej walki z nimi, wciąż sobie radzą, co znaczy tyle, że wykształciły dobry system odpornościowy, co jest również stanem pożądanym dla nas.
Ważnym jest, aby w przeciwieństwie do owoców, zmieniać - najlepiej codziennie - rodzaje zielonych liści, bo kumulujące się w organizmie te same alkaloidy powodują nieporządne objawy zatrucia. Jeśli stosujemy wiele róznych unikamy takich konsekwencji i jeszcze lepiej wzmacniamy układ odpornościowy.
2. Najlepiej spożywać dziennie około 3-4 szklanek koktajlu. Warto przygotować go rano, a potem przez cały dzień przechowywać w lodówce (nie zamrażarce!). Sączmy go jak najdłużej, dokładnie mieszając ze śliną. Traktujemy jako osobny posiłek, nie przystawkę lub danie, do którego warto jeszcze coś przegryźć.
Choć Boutenko pisze, że przechowuje swoje koktajle nawet do 60 godzin, ja nie trzymam ich dłużej niż 24h. Jeśli chcemy odżywiać się szejkami na przykład w podróży możemy wlać go do termosu, trzymać w przenośnej lodówce lub zaopatrzyć się w cudowne urządzenie, jakim jest osobisty blender (np. taki).
3. Konsystencja szejka zależy od naszych upodobań - może to być gęsty pudding do jedzenia łyżeczką albo napój, który możemy wypić przez rurkę. Najlepiej rozcieńczać go wodą, ewentualnie mlekiem roślin, a w ostateczności zwierzęcym.
4. Warto postawić na jak najprostsze kompozycje składników. Tak naprawdę wszystko zależy od naszych upodobań - postawmy na maksymalnie 2 rodzaje zieleniny i 3 rodzaje owoców.
5. Szejki słodźmy swoimi ulubionymi owocami, nie słodzikiem. Błonnik zawarty w zieleninie spowalnia wchłanianie cukru z owoców. Najlepiej nie obierać ich ze skórek; w wypadku jabłek i gruszek wrzucać też pestki. Dla smaku możemy używać ulubionych przypraw.
6. Raczej unikajmy nasion, orzechów, olejów, ponieważ spowalniają one przyswajanie.
7. Blendujemy wszystkie składnik w blenderze na najwyższych obrotach przez około 2 min. Im lepiej rozbity chlorofil, tym więcej dobra uwolnione dla nas.
8. Victoria Boutenko poleca zielone koktajle także dzieciom (jej wnuczek pierwszą łyżeczkę napoju dostał w wieku 6 miesięcy) i zwierzętom, które narażone są na spożywanie wielu przetworzonych produktów.











Kilka moich przepisów: 
1)
- sałata rzymska - 6 liści
- 10 malin
- 2 morele
- 6 migdałów
- mleko ryżowe

2)
- sałata rzymska - 2 liście
- rukola - garść
- 5 malin
- 1 banan
- 1/2 antonówki
- mleko krowie

3)
- sałata masłowa - 6 liści
- kilka gałązek pietruszki
- 1 mango
- 1 morela
- imbir
- woda/ kostki lodu

4)
- natka rzodkiewki - z jednego pęczka
- 1 nektarynka
- 5 malin
- woda/kostki lodu

5)
- szpinak baby - garść
- banan
- woda/kostki lodu
















Książkę "Rewolucja zielonych koktajli" możecie kupić we Wrocławiu w Księgarnio-Kawiarnio-Vegedajni Nalanda.
Więcej informacji o rodzinie Boutenko na http://www.rawfamily.com/.

piątek, 10 sierpnia 2012

Dietetyczne pancakes

Sięgając pamięcią wstecz, lanserskie, bo nie nasze - amerykańskie pancakes'y zaczęły być modne jakie 5-7 lat temu. Wszyscy wypowiadali to magiczne słowo, a ja miałam wielką ochotę na spróbowanie typowego, pochodzącego zza Oceanu, naleśnika. Wydawało mi się to niemal tak przejmującym doświadczeniem, jak picie w czasach przedszkolnych seledynowego napoju z przebijanego słomką woreczka. (sic!)
Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że pancakes'y jadłam u swojej własnej babci wcześniej niż wszystkie inne wynalazki przywiezione z Zachodu. Okazało się, że 'racuszki', bo tak się w moim domu nazywało te amerykańskie naleśniki, nie były żadnym dobrem luksusowym, a bardzo prostą przekąską, która doskonale smakowała w towarzystwie typowo polskich okoliczności. Babcia serwowała nam eliptyczne, pulchne, złote placki, doskonale wilgotne od tłuszczu, a do tego, w zależności od okazji, cukier puder lub mus owocowy. Od babci też mam przepis na moje pancakes'y. Ale oczywiście bez modyfikacji się nie obeszło.

Pancakes'y na ciemnej mące bez cukru

- 1/2 szklanki mąki żytniej
- 1/2 szklanki mąki orkiszowej
- 1/2 szklanki mąki pszennej wszystkie z pełnego ziarna
- 420 ml kefiru
- płaska łyżeczka sody
- tłuszcz do smażenia (użyłam oleju ryżowego)

Mąki i sodę mieszamy ze sobą, aż równomiernie się połączą. Dodajemy kefir i miksujemy przez 5 min na średnich obrotach. Smażymy na patelni teflonowej z jak najmniejszą ilością oleju. Ja do swoich mini placuszków użyłam patelni do jajek sadzonych ze specjalnymi wgłębieniami. 


Nie używam cukru, bo "słodzę" je ogromną ilością surowych musów owocowych. Tym razem przygotowałam trzy:
- papierówki + cynamon
- nektarynki + imbir
- banany + gorzka czekolada
Owoce blenduję na gładką masę i dodaję przyprawy. 


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Słodkie zero kalorii

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem uzależniona od słodkości. Kiedyś wydawało mi się, że tylko czekolada robi na mnie wrażenie, ale poddałam się pewnemu “testowi”, który polegał na  zjedzeniu tylu kawałków czekolady z minimum 70% kakao, ile się tylko da. Okazało się, że przyswojenie kilku jest nieporównywalnie trudniejsze, niż wchłonięcie całej Milki w pół godziny.  A wniosek taki, że to nie do czekolady, a do cukru wracam z taką ochotą. Moje eksperymenty ze zdrowymi cukrami trwają. Skutkiem ubocznym, nieco mnie zaskakującym, jest 10 kilogramów mniej mnie od początku 2012 roku. Jedna z najlepszych opcji niskokalorycznych słodzików, którą w tym czasie odkryłam, to stewia.

Stewia to roślina pochodząca z Paragwaju. Niepozorny krzaczek osiąga około 60-70 cm wysokości. Najwięcej słodkiej esencji skupia się w jego liściach. Po przeprowadzonych badaniach została dopuszczona do spożycia w Unii Europejskiej, Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach. W klimacie Polski najlepiej sadzić ją w połowie maja, a zbierać w połowie września lub nawet na początku października. Wraz ze skracającym się dniem następuje kwitnienie i w stewii spada poziom substancji odpowiedzialnych za jej słodki smak. Dlatego jeśli tylko zobaczymy na niej pierwsze białe kwiatki, powinniśmy ścinać liście.

Za słodki smak stewii odpowiedzialne są tak zwane glikozydy stewiolowe, które nie są trawione przez człowieka, a przez to dostarczają 0 kalorii, będąc jednocześnie 250-450 razy słodsze od cukru (sacharozy). Stewia rozpuszcza się w wodzie i alkoholach, nie zmienia swych właściwości pod wpływem ciepła, a więc można stosować ją prawie do wszystkiego. Tak słodka, a nie powoduje próchnicy, nie odżywia Candidi, obniża ciśnienie krwi i zwiększa tolerancję glukozy.

W polskim przemyśle spożywczym stewia prawnie może być dodawana do określonych produktów (tu lista), określana jest symbolem E960. Jeśli chodzi o sam słodzik, możemy kupić ją w formie: suszonych liści – całych lub mielonych, proszku, pastylek lub esencji. Liście zachowują najwięcej charakteru smaku rośliny – oprócz słodkości, również lekki ziołowy posmak; inne produkty są przetwarzane chemicznie, czasami z niepożądanymi dodatkami, ale komfort smaku jest zupełnie inny, bo zbliża się do cukru, który znamy i jest zdecydowanie bardziej skondensowany, a przez to wydajniejszy. Susz przez to najtańszy – za mielone 25 g zapłacimy już około 4 zł, koszt pastylek to powyżej 20 zł za opakowanie 250 sztuk, a 100 ml esencji ma cenę wahający się w okolicach 50 zł.

Mnie smak suszonych liści stewii zupełnie nie przeszkadza, no i ważne jest dla mnie naturalny charakter. Poniżej prosty przepis i niekaloryczne rozwiązanie na znany wszystkim napój, jakim jest lemoniada.

Lemoniada ze stewią

- 800 ml wody filtrowanej
- 1 cytryna (lub limonka, albo jedno i drugie)
- 4 listki suszonej stewii

Zalewamy w dzbanku 4 listki stewii. Odstawiamy na około pół godziny – dość powoli chłodna woda nabiera słodkiego aromatu. Potem dodajemy cytrynę. Szklanki wypełniamy lodem i rozlewamy lemoniadę.

Smacznego!

Agniecha




Słodkie i zdrowe idą w parze!



Chałwa - kiedyś niezbyt lubiany przeze mnie przysmak. Odkąd dowiedziałam się z czego się składa i mam tu na myśli sezam (najlepiej przyswajane białko ze wszystkich produktów, jakie spożywamy), często wybierałam ją zamiast czekolady. Był to etap, na którym nie uświadamiałam sobie jak dużo cukru zawiera... Ale cóż przyszedł czas poszukiwań i postanowiłam wymienić niezdrową chałwę ze sklepu, na odrobinę zdrowszy odpowiednik - chałwę na miodzie. I to nie jest moje ostatnie słowo temacie chałwy. 


Kokosowa chałwa na miodzie

- 150g ziarna sezamu 
- 50 g wiórków kokosowych 
- 5-6 łyżek płynnego miodu 

Ziarno sezamu mielimy blenderem do momentu uzyskania swego rodzaju mączki sezamowej (ja zostawiłam łyżkę niezmielonego ziarna). Dodajemy wiórki kokosowe i mieszamy z miodem. Na folii aluminiowej (dość grubej) układamy podłużne batoniki i zawijamy je w nią - tak ściśle, aby pomagały utrzymać im formę. Zostawiamy w lodówce przez około 4 godziny. Możemy według uznania dodawać do masy różnego rodzaju orzechy, nasiona i stosować polewy. 



Smacznego! 
Agniecha