czwartek, 20 lutego 2014

Mistrzowski surowy hummus

Witajcie!
W obowiązku poczułam się powitać, po tej jakże długiej przerwie. Przepisy się piętrzą, smaki zachwycają, a nie ma czasu na robienie zdjęć i redagowanie przepisów...

Nie przedłużając, przechodzę do konkretów. Dziś przepis na raw hummus. Na moich warsztatach z surowej kuchni często pytacie: " co tak naprawdę można jeść na surowo?" i trudno Wam uwierzyć, że należy do nich jakieś 99% wegańskich składników. Dużo wątpliwości wzbudzają warzywa strączkowe. Większość ludzi, przez zaburzenia flory bakteryjnej jelit, ma problem ze strawieniem ugotowanych strączków, nie mówiąc już o przyjmowaniu surowych gości. Znam ludzi, którzy "kontrowersyjne" strączki i zboża spożywają na surowo. Po mojej wyprawie na Wyspy, gdzie spotkamy ogrom raw produktów, oszołomiona możliwościami, chciałam również Was zachęcić do tego, by nie ograniczać się i choć sprawdzić, jak surowe warzywa strączkowe będą tolerowane przez Wasze organizmy. Powiem od siebie: wolę surowy hummus od tradycyjnej jego wersji. Dlatego poniżej instrukcja wykonania:

Raw hummus

  • 1 szklanka suchej ciecierzycy
  • 1/3 szklanki surowego tahini
  • 1/4 szklanki wody z moczenia ciecierzycy
  • 3 ząbki czosnku
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 1/4 szklanki oliwy z oliwek
  • sól
  • czarny pieprz
Ciecierzycę moczymy minimum przez 24 godziny, mniej więcej co 4 zmieniając wodę - płucząc dokładnie i zalewając tak, żeby strączki były całkowicie przykryte.
Przed przystąpieniem do przygotowania hummusu, odlewamy wodę z ostatniego moczenia, dokładnie myjemy cieciorkę, umieszczamy w mikserze wraz z tahini, wodą z moczenia, sokiem z cytryny, oliwą. Miksujemy do uzyskania gładkiej masy - będzie to trwało ok. 15 min, więc pozwalajcie odpoczywać maszynie. Gęstość naszej masy zależy od wielu czynników, więc uważajcie z proporcjami płynnych składników - lepiej na początek dodać dać połowę proporcji wody, soku, tahini i oliwy z podanej przeze mnie listy składników. Miejcie też na uwadze, że hummus podczas przechowywania zgęstnieje, więc w fazie przygotowania powinien być luźniejszy niż pożądana wersja "do podania".  Na koniec dodajcie przeciśnięty przez praskę czosnek oraz sól i pieprz, wymieszajcie. Smakuje najlepiej z surowymi dodatkami. 

Smacznego!
Agniecha





poniedziałek, 27 stycznia 2014

FEST W PORĘ cz. 2 zima

Być może niektórzy z Was kojarzą z facebooka, że na jesień odbyła się pierwsza edycja festiwalu, który wraz z moją przyjaciółką organizujemy w naszym rodzinnym mieście. Miasteczko to małe, w centrum Polski, o historii raczej dość spokojnej, krajobrazie zdecydowanie równinnym i takim też dość "niewymagającym" charakterze. A z nas strasznie niespokojne dziewczyny, co lubią spełniać swoje marzenia. Dlatego już po raz drugi mamy niezwykłą przyjemność zaprosić Was do Radomska na FEST W PORĘ. Tym razem w oprawie zimowej. Będziemy promować zdrowe, lokalne, sezonowe, wegetariańskie jedzonko, jak również wszelką aktywność, która wyrosła w naszym najbliższym sąsiedztwie. Od tej edycji również jarmark różnorodności, który szczególnie polecam. Pojawi się rękodzieło radomszczan oraz przysmaki tworzone lokalnie. Będzie można zaopatrzyć się w: kozie sery, miód, chleb z domowej produkcji, tradycyjne pierogi. Poniżej program imprezy.



Więcej o tym, jak kwitnie społeczność Radomska dowiecie się na facebook'u.


9.02.2014 r. (godz. 15-18)
Bar Belfast
ul. Kasztelańska 3
Radomsko

niedziela, 19 stycznia 2014

Wegańska zupa z fasolką mung według 5 przemian

Od jakichś dwóch tygodni nie jadłam gotowanego obiadu. Po ekscesach świątecznych, znów wróciłam do 70 % surowego pożywienia, a moje ciało wraca do formy! W ten weekend miałam ochotę jednak na tradycyjną kuchnie - wczoraj: ciastko francuskie z twarogiem, zupa, na którą przepis poniżej oraz dwa pszeniczne piwa. Efekt taki, że mało siły mam dziś, ale na szczęści ratuje mnie lekka, rozgrzewająca, wegańska zupa.

Przepis, który znajdziecie poniżej inspirowany przepisem Ewy Dobek z książki "Rób co chcesz tylko gotuj" z kilkoma "moimi" składnikami, podaję go według kolejności 5 przemian.

Zupa z fasolką mung według 5 przemian

gorzki: wrzątek, pół łyżeczki kurkumy
słodki: 3 marchewki i 2 pietruszki pokrojone w talarki
ostry: por pokrojony w talarki, kawałek selera pokrojony w kostkę, pieprz czarny, achar masala
słony: sól, jarzynka z solą morską
kwaśny: kilka kropel soku z cytryny (Dobek daje 1,5 szklanki kaszy orkiszowej - ja obniżam obecnie jak najbardziej ilość węglowodanów, dlatego zrezygnowałam)
gorzki: tymianek, 5 brukselek
słodki: szklanka fasolki mung moczonej wcześniej ok. 3 godzin

Gotowałam do miękkości, a następnie dodałam:

słodki: oliwa z oliwek (ok. 1/5 szklanki)
ostry: curry
słony: szklanka zimnej wody
kwaśny: bazylia
gorzki: kurkuma

Tak jak po każdej dorzuconej przemianie, gotowałam jeszcze 5 min. 

Smacznego!
Agniecha



sobota, 14 grudnia 2013

Dlaczego wybieram retro?

Jeśli zapytałbyś mnie „dlaczego retro?”, najpierw odpowiedziałabym, że nie mam żywych kontaktów z ludźmi z pokolenia moich rodziców, czy dziadków.  Powiem Ci również, że nie znam ich świata i nie rozumiem estetyki, którą chcą otaczać się dziś. Natomiast zdradzę tajemnicę, że żyję w mydlanej bańce wypełnionej powietrzem czasu przeszłego, z którego właśnie oni pochodzą. Wszystko tam zdaje mi się być przesycone treścią, pełne zaangażowania, jakości, wielkiego sensu. Ta piękna kraina z mojej wyobraźni napełniona jest życiem w każdym jego aspekcie: praca – mój dziadek jest listonoszem, drugi piekarzem, a babcie krawcowymi, bo przecież w tym świecie nie ma mowy o bezsensownych zajęciach, takich jak: telemarketing, czy merchandising; solidny dom – podłogi z prawdziwych klepek parkietowych, meble z litego drewna, ręcznie malowana ceramika i szklana zastawa z huty dwie ulice dalej; kulinaria - mleko, z którego w letnie popołudnie można zrobić zsiadłe, truskawki ze śmietaną pełne smaku, szynka ze sznurka, z której nie płynie strumień wody a smak pochodzi z natury; do tego głębokie relacje, ekstremalne podróże, brak taniej sensacji, a idee porywające masy. Tak widzę tę prehistorię - trzydzieści-pięćdziesiąt lat do tyłu. Lubię tę pełnię, energię, estetykę życia. Dlatego wybieram retro.


Dziś nie będzie o zupach, koktajlach i deserach, za to zaserwuję Wam opowiastkę o talerzach, kubkach i dzbankach. Wszystko z okazji, bardzo przyjemnych dla mojego retro-oka, wystaw we wrocławskich Galeriach BWA. Od 6. grudnia do 15. stycznia w Szkle i Ceramice oraz Design możecie zobaczyć, odpowiednio, w pierwszej: ceramikę pochodzącą z kolekcji Jana Janišty oraz Barbary Banaś. Doskonała ilustracja do konfliktu o prymat pomiędzy dizajnerami (czy dizajnerzy istnieli w XX wieku?) czechosłowackimi oraz polskimi lat 50. i 60. Staje się on naszym udziałem - niemalże identyczne przedmioty zestawione w konfrontacji, w której to współczesny użytkownik/odbiorca sztuki wybrać musi wersję bardziej przypadającą mu do gustu. W Galerii cały czas aktualizowany jest wynik tytułowej wojny, a więc przeszłość zależy także od Ciebie. W Designie zaś kuratorzy próbują odbudować pokój ze znanej mi historii. Wypełniają go przedmiotami codziennego użytku – meble, dodatki, zastawa stołowa, zabawki, sprzęty domowe. Apogeum moich emocji czeka przy obrzydliwej plastikowej choince – wzruszam się na wspomnienia czasów, w których nie znałam słowa "sztuka", "kanon", "awangarda". Niezły prezent znalazłam w te święta – pudło wypełnione masą wspomnień i wyobrażeń, w których chciałoby się umościć sobie swój kąt, mieszkać daleko od świadomości wszelkiej wojny.
Ogłaszam: przeszłość wygrywa!



BWA Wrocław Szkło i Ceramika

BWA Design

BWA Wrocław wystawy, wernisaże we wrocławiu

galerie we Wrocławiu

sztuka powojenna

design powojenny

Polecam!
BWA Szkło i Ceramika oraz BWA Design
6.12-15.01
Wrocław