wtorek, 21 lipca 2015

Slot Art Festival od kuchni

Kto bywał na Slot Art Festivalu od lat, w tym roku musiał doznać niemałego szoku, kiedy przekraczając rejestracje ujrzał, co dzieje się po prawej stronie zaraz za bramami festiwalowymi. Nie raz w tym roku powiedziałam "to jest/był dziwny Slot". To słowo - jeden z moich ulubionych zapychaczy językowych dziur, słowo, za którym powinno pójść wiele zdań wytłumaczenia. I niech tak będzie! W tym wypadku to synonim zmian. Nie wymienię tu wszystkich, ale o kilku nowościach na Festiwalu napiszę, ponieważ dotyczyły także tego, co jadłam.  

Nim o zmianach, przenieśmy się najpierw choćby do lipca 2014 roku i stańmy twarzą w twarz z białymi namiotami, które slotowicze nazywają "kateringami". To główny punkt karmiący cały Festiwal. Wśród dostępnych dań kiełbasa, karkówka, hamburger, zapiekanki i hot dogi, nie zapominajmy oczywiście o pierogach. Nuda, nuda, nuda i to bardzo złej jakości. Opcja wegetariańska - kotlety sojowe z paczki (raz nawet zdarzyły się takie, które przed smażeniem nie były ugotowane), jajko sadzone i cukinia smażona w panierce będąca szczytem kulinarnej błyskotliwości. Ironiczne "Bo co można ugotować z warzyw?!" przychodziło mi głowy nie raz. Ale koniec tego hejtu. Wspominałam o tegorocznym zwrocie akcji i to na nim się skupmy!  



Wiem, że jakość i klimat, w jakim żywił się Slot nie doskwierała tylko mnie, było jeszcze "parę" innych osób. Prośby i sugestie, spokojne rozmowy i przekazy podprogowe zainspirowały organizatorów Slot Art Festivalu do zmian. W tym roku w miejscu "kateringów" sformował się przytulny zakątek stworzony przez food trucki, namioty i leżaki, a na terenie całego Festiwalu rozstawione zostały przyczepy i busy z różnorodnym jedzeniem. Bardzo sensownie dobrano sprzedających i wybór jedzenia był naprawdę szeroki.

W końcu można było kupić surowe warzywa i owoce - moja największa slotowa tęsknota - nie trzeba ich było szukać w centrum Lubiąża i ceny miały bardzo przyzwoite - jednym słowem - idealnie. Łebski właściciel furgonetki z nimi, serwował też gotowany bób, którego porcja kosztowała 3 zł. Proste i dobre! <3 Zaraz koło niego zaparkowały dziewczyny z Frutopii z rześkimi przekąskami, koktajlami, granolami i zdrowymi słodyczami.





W Wirydarzu Indyjskim, jak zawsze, strefa z wege jedzeniem. Tym razem pierwszy raz pojawił się w nim Zielony Talerz, któremu kibicuję wdzięczna za ich uśmiech, comfortfoodowe lunchowe dania i jedne z najlepszych wegańskich słodyczy w Polsce. Oprócz nich do Wirydarza, jak co roku, warto było wpaść po chai, którego recepturę przywieźli misjonarze pracujący w Indiach.



Skoro jesteśmy przy Wirydarzu koniecznie trzeba wyjść na chwilę przed klasztor (wejście pomiędzy salą 42 i 43), gdzie niemalże o każdej porze dnia lub nocy kusząco pachniało uczciwym pieczywem i serem. Tam zaparkowała Zapieksownia. Wesoła gromadka wypiekaczy z Gliwic spodobała się szczególnie fanom electro, bawiącym się do rana w pobliskim Kalafiorze (jedna z kafejek Slotowych - więcej tu). Kilka opcji w menu, złożonych z prostych składników - wszystko kojarzyło mi się z zapiekankami mojej mamy sprzed kilkunastu lat. Czyli jest dobrze.



Czas udać się do "kateringów", ale jeśli skierujemy się główną drogą i zatrzymamy na chwilę przy wejściu na dziedziniec, możemy przed tym napić się kawy od Kafara. To nowa, mobilna wersja, znanej wszystkim stałym bywalcom Slotu, najlepszej parzonej tu kawy, sygnowanej marką Kafo Kawiarni. Jedni z czołowych polskich baristów przyjeżdżają na Festiwal, prowadzą warsztaty, opowiadają o kawie i zdecydowanie mają duży udział w tym, aby wszystkie trybiki tej wielkiej maszyny chodził sprawnie przez znaczną część dobry. Dzięki, że robicie to w takim dobrym stylu!



Kawa w moich żyłach przez te pięć dni płynie hektolitrami, ale wróćmy do jedzenia. Przeszliśmy już do strefy kateringów. Z brzegów po lewej i po prawej zaczynamy spokojnie, bo witają nas znane naleśniki, lody włoskie, gofry. Potem po prawej - Pieczarkos - coś co może się wydać zagadkowe dla tych, którzy na Slocie znaleźli się pierwszy raz, a dla tych, którzy przyjeżdżają tu od lat absolutny must eat! Pieczarkos tradycyjna potrawa powstała na Slocie. Tutejsza pita, składa się z prostych, biwakowych składników - białego pieczywa, duszonych pieczarek i cebuli oraz sosu z pomidorów, papryki i kukurydzy. To ważny element slotowej kuchni - są tacy, co nie wyjeżdżają z Festiwalu bez zjedzenia choćby jednego Pieczarkosa.





Następnie, po lewej, cudny Taho Caravan, czyli nowy samochód i nowa formuła ekipy, którą możecie znać z wrocławskiego Taho Cafe. Wystartowali niedługo przed Slotem i lansują swoje autorskie danie - wegańskie waffle, czyli coś na kształt słonych, okrągłych, składanych gofrów z warzywnymi dodatkami i pastami. Znajdziecie u nich także kawę od Czarnego Deszczu i lemoniady.




Zaraz obok zaparkował Pasibus. W związku z tym, że nie jestem fanką burgerowej formy, mogę powiedzieć jedynie tyle - slotowe chłopaki jedli, aż im się uszy trzęsły! Wegetarian ostrzegam - wegeburgery smażone są na tej samej blasze, co reszta mięsnych kotletów.



Przyjrzyjmy się kolejnemu - Good Luck Grill Food Truck - czyli szczęśliwe jedzenie, które w tamtym roku parkując w centrum Lubiąża zaczynało swoją przygodę na kulinarnej drodze. Bez hipsteriady, miejsce dla tych, którzy lubią klasykę i w kuchni nie chcą być zaskakiwani. Bardzo miło będzie Wam zjeść u Pana, który kieruje tym samochodem. Znajdziecie u niego tortille, pyrę z gzikiem i autorską Texas Kiełbasę.



Na koniec zostawiłam to co najlepsze i muszę napisać to caps lock'iem - OSIEM MISEK! Skradło moje serce! Zresztą nie tylko moje. Ich asortyment rozchodził się w mig, a na dania trzeba było czekać czasem nawet godzinę. Dlaczego u nich zjadłabym nawet osiem misek? Bo mają pomysł na siebie, potężną porcję umami, inspirują ich smaki Azji i całkiem przyzwoicie technicznie przygotowują swoje dania. Krótkie menu: bułka maślana z pulled pork - błyskotliwie wymyślone pieczywo, wypiekane tuż przed wydaniem, świetne mięso (aż nie wierzę, że to piszę!), doskonały sos, coś jakby tysiąca wysp z dodatkiem curry, chrupiący ogórek, kiełki, orzeszki ziemne, odrobina chilli i szczypiorku - porcja idealna na slotowe warunki, w których co chwilę spotykasz znajomego, z każdym warto zamienić słowo nad "talerzem" czegoś dobrego. Tę bułkę maślaną widziała też raz w wersji na słodko z ich własną białą Nutellą i borówkami. Niestety, serce krwawi, nie udało mi się jej spróbować. Pad Thai - ogromna porcja poprawnie przygotowanego makaronu w wersji wegańskiej i mięsnej - wielka szkoda, że zabrakło w nim świeżej kolendry i większej ilości soku z limonki - ocena: ogólnie w porzo. W menu były jeszcze chłodniki, ale zimny lipiec nie motywował mnie do ich spróbowania. Rozkosznie było w Miskach pociągnąć takżę łyk lemoniady - szczególnie imbirowo-miętowo-cytrynowej. Tak się cieszę, że jesteście z Wrocławia!

























Kończę, bo wiadomo, że nie samym chlebem człowiek żyje...


1 komentarz:

  1. Tinti Alloy Frames - Tinti Steel frames - Tinti
    Tinti is titanium a conductor Steel frames. Tinti Steel frames, Tinti Steel frames, rocket league titanium white Tinti Steel frames, Tinti Steel titanium earrings sensitive ears frames, Tinti Steel frames, titanium dental implants and periodontics Tinti Steel frames, Tinti titanium dioxide Steel frames

    OdpowiedzUsuń